poniedziałek, 22 października 2012

Chapter II


Amice, złotko, zapraszamy na scenę! - Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. To chyba jakaś kpina. Ja? Kto przy zdrowych zmysłach głosuje na wiecznie wystraszoną dziewczynę, z nadzieją, że wygra Igrzyska? A może jednak wybrali osobę, po której śmierci mało kto będzie płakał? Tak, raczej na pewno to zrobili. No to świetnie Amice, świetnie, najbliższe dni cudownie się zapowiadają. 
Ruszam w stronę sceny, ponieważ Strażnicy Pokoju zaczynają się zbliżać w moją stronę, a ja nie chce mieć z nimi do czynienia. Powoli wychodzę po niewysokich schodkach i staję obok Tracy. 
Możliwe, że niektórzy z Was rozważają opcję zgłoszenia się na ochotnika. Ale przykro mi, nie tym razem. Dziś nie przyjmujemy ochotników, kochani. - Mówi z dziwnym wyrazem na twarzy. Tak, jakby nam współczuła. Niby czemu miałaby to robić? Mieszka w Kapitolu, a tam Igrzyska są ich główną atrakcją. Nie ma współczucia. Z tymi ochotnikiem też raczej się pomyliła. Tutaj nikt nigdy nie chce nim być. - A teraz nagrodźmy brawami naszych trybutów! - W tłumie rozlegają się ciche brawa. Po chwili milkną. W tym momencie zauważam moją siostrę, a zaraz później rodziców. Płaczą. I po co ja się tak rozglądam? Nie mogę się teraz rozpłakać. To tylko pokaże, jak bardzo jestem bezsilna. A ja nie mam zamiaru dawać im wszystkim tej satysfakcji. Przymykam oczy i oddycham głęboko. To mnie na chwilę uspokoi. Burmistrz dostaje kolejną kartkę i tym razem rozczytuje się w Traktacie o Zdradzie. Kiedy wreszcie kończy, każą nam uścisnąć sobie dłonie. Po chwili rozbrzmiewa hymn Panem, a następnie zostajemy otoczeni grupką Strażników, którzy pchają nas w stronę Pałacu Sprawiedliwości. Jeden ze Strażników otwiera przed nami drzwi, a następnie pokazuje na dwa oddzielne pokoje. To tam musimy się udać. Wchodzę do tego pierwszego i czekam, aż będę mogła pożegnać się z rodziną. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Jak oni mogli mi to zrobić? Na prawdę jestem aż tak mało wartościowa? Niechciana, niepotrzebna? Rozumiem, że nie chcieli tracić nikogo, kto mógłby pomagać tu, w 10 dystrykcie, więc wybrali kogoś, kto jest mało przydatny. Przynajmniej nie wybrali mojej siostry, będzie mogła tutaj zostać i pomagać rodzicom. Jeśli w następnych Igrzyskach ją wylosują, to nie pozostanie im już nikt. Kilka lat temu Igrzyska zabrały mojego brata. Mógł wygrać, był jedną z ostatnich trzech osób na Arenie. Ale niestety, nie udało mu się. Był zbyt wyczerpany, żeby się bronić. Teraz stracą mnie. Wątpię, żebym była nawet w ostatniej dziesiątce. Jeśli następna będzie moja siostra, to nie będzie za ciekawie. 
W tym momencie drzwi otwierają się i do pokoju wpada moja siostra. Ma zapuchnięte i zaczerwienione od płaczu oczy. Od razu rzuca mi się w ramiona i wtula w materiał sukni. Za nią widzę rodziców, którzy też podchodzą i mnie przytulają. Wtedy i ja się rozklejam, chociaż dobrze wiem, że nie powinnam. Muszę się jednak opanować, w końcu czekają na mnie kolejne kamery. 
Ro, nie wolno Ci zgłaszać się po astragale. Wcześniej robił to Draven, ale później wyszliśmy na prostą. Na razie nie będziecie potrzebować astragali, ale nigdy nic nie wiadomo. Nie wolno Ci tego robić, zrozumiałaś? - Delikatnie nią potrząsam, a ona niemal niewidzialnie przytakuje głową.
Jesteś dzielna, Amice, prawda? Wygrasz. Musisz wygrać. - Z łzami w oczach mówi moja siostra, a rodzice uważnie się przysłuchują.
- Jasne Ro, spróbuję. Są duże szanse, że mi się uda. - Wypowiadam te słowa, chociaż dobrze wiem, że to jedno, wielkie kłamstwo. Ale muszę dać im nadzieję, chociażby tylko przez ten krótki czas. W drzwiach pojawia się Strażnik i każe mojej rodzinie opuścić pokój. Szybko przytulam wszystkich, po czym posyłam kolejny pokrzepiający uśmiech Roesii. Stara się go odwzajemnić, ale wychodzi z tego tylko kolejna porcja łez. Strażnik z trzaskiem zamyka za sobą drzwi, ale po chwili wraca i wyprowadza mnie na zewnątrz. Ani rodziców, ani Ro nie widzę już nigdzie po drodze na dworzec, chociaż nieustannie się rozglądam. Pewnie nie mogli już na to patrzeć, nie dziwię im się. Kiedy wreszcie możemy wejść do wagonu, oddycham z ulgą. Od razu uderza mnie słodki, owocowy zapach. Dostrzegam luksus tego miejsca. Wszystkie meble, nawet zwykła ramka na obraz, są zrobione z najdroższych możliwych materiałów, na jakie nigdy w życiu nie byłoby mnie stać. Przede mną pojawia się Tracy i prowadzi do oddzielnej sypialni. Pokazuje mi szafę pełną ubrań, przestronną łazienkę, po czym oznajmia, że za dwadzieścia minut muszę przyjść na posiłek i wychodzi ze smutną miną. Biorę szybki prysznic, a następnie kieruję się w stronę szafy. Jest tutaj masa ubrań, których przenigdy bym nie założyła. Jaskrawe, wymyślne sukienki i dziwne kombinezony. Decyduję się na najzwyklejsze spodnie, jakie mogłam znaleźć, które przylegają do ciała oraz kremowy sweterek. Wychodzę z sypialni i wracam do głównego wagonu. Przede mną stoi obficie zastawiony stół, lecz nikt jeszcze przy nim nie zasiadł. Wagon jest pusty, ale postanawiam zająć jakieś miejsce. Po kilku minutach zjawiają się już wszyscy, więc zaczynamy jeść. Chociaż potrawy wyglądają przepysznie, to jednak nie mam większej ochoty na jedzenie. Pierwszy odzywa się mężczyzna siedzący po przeciwnej stronie stołu. Nie wiem jak ma na imię, nie interesowałam się zwycięzcami Igrzysk.
Mam dla Was pocieszającą wiadomość. Dostałem właśnie informację, że prezydent Snow zastanawia się nad dopuszczeniem zwycięstwa dwóch trybutów, a nie jednego, jak dotychczas.
- Czemu niby miałby to robić? - Pytam podejrzliwie.
- Niedawno rozpoczęła się jego kadencja, więc chce pokazać, że nie jest taki zły, jak go piszą. Ale i tak chce postawić warunki. Wygrani trybuci nie mogą być tej samej płci, ani w tym samym wieku. Dystrykt natomiast nie ma znaczenia. Taka ulga byłaby możliwa tylko w tym roku, więc miejmy nadzieję, że prezydent wprowadzi ją w życie. - Wymieniam porozumiewawcze spojrzenia z Nicholasem. To by oznaczało, że moglibyśmy wygrać. To znaczy, oczywiście, gdybym ja nie była taką niezdarną i strachliwą dziewczynką. Oby jednak wprowadzono tą zasadę, bo na prawdę chcę wrócić do domu. Nicholas z pewnością też. O ile dobrze pamiętam, nie ma rodziców od dwóch lat i musi samotnie opiekować się dwiema młodszymi siostrami. Ciekawa jestem, co się z nimi teraz stało. Mam nadzieję, że są pod dobrą opieką, bo nie byłoby za ciekawie, gdyby trafiły na przykład do Strażników Pokoju. Nie jest to zbyt realne, ale podobno możliwe, jeśli nie ma żadnego innego wyboru. 
Zamiast jednak spróbować porozmawiać z Nicholasem, po posiłku kieruję się prosto do swojego pokoju. Nie obchodzi mnie teraz, że koniecznie muszę z nim porozmawiać. Nie obchodzi mnie, że powinnam się przygotować na wyjście z pociągu na dworzec, gdzie będą czekać na nas tłumy ludzi. Nie obchodzi mnie nawet, że może właśnie w tej chwili Nicholas dostaje od zwycięzców jakieś dobre rady.  Po prostu padam na łóżko i zaczynam płakać.

2 komentarze:

  1. Współczesność. Dwudziesty pierwszy wiek. Wydawałoby się, że nikt nie wierzy już w zjawiska nadprzyrodzone, a magię i klątwy ludzkość włożyła między bajki, opowiadane dzieciom na dobranoc. W końcu to, co nie zostało udowodnione naukowo, nie istnieje – prawda?
    Co powiecie jednak na to, że w jednej chwili wielu na pierwszy rzut oka niezwiązanych ze sobą nastolatków dostaje list, zapraszający do prestiżowej szkoły – Windhill High School? Szkoły, znajdującej się na wyspie, której nie ma na mapie.
    Kiedy uczniowie docierają na miejsce, okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak opisano w liście. Windhill High School jest bowiem prestiżową szkołą, ale zamiast matematyki czy biologii, wykłada się tu czarną magię, alchemię i inne abstrakcyjne przedmioty.
    Pora zawrzeć nowe znajomości, poznać plotki o tajemniczym dyrektorze szkoły i spotkać się z wymaganiami nauczycieli, z których mało kto jest normalnym człowiekiem.
    Windhill High School to szkoła, którą możesz pokochać lub znienawidzić. Nie ma złotych środków. Powitaj swoją moc i umiejętności z radością, bo o powrocie do normalności możesz już tylko pomarzyć.
    Witamy w Windhill High School. Szkole, z której nie ma ucieczki.

    windhillhighschool.fora.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko takim komentarzom, ale... miło by było, gdyby choć jedno zdanie dotyczyło tematyki postu... ;/

      Usuń