Budzi mnie delikatne stukanie w drzwi. Przecieram oczy i staram się przypomnieć sobie, gdzie się znajduję. Dożynki. Wybory trybutów. Nicholas. Ja. No tak, wszystko jasne. Drzwi się otwierają, a moim oczom ukazuje się Nicholas.
- Za niedługo będziemy wysiadać. Powinnaś... powinnaś się chyba przygotować, zanim staniemy przed kamerami. - Mówi prosto z mostu, choć na jego twarzy maluje się współczucie. Doskonale wiem, że wyglądam teraz okropnie. Zapuchnięte i podkrążone oczy, wymięte ubrania oraz nadgryzione wargi. Tak, nadgryzione. To zwykle mi pomaga, kiedy się denerwuję. I nie potrafię tego kontrolować.
Podchodzę do szafy i zaczynam oglądać ubrania, nie zwracając uwagi na bruneta wciąż stojącego w drzwiach. W końcu zamyka je i siada w fotelu. Zdezorientowana odwracam się z ubraniami w ręku i patrzę na niego pytającym wzrokiem. Po chwili wahania odpowiada:
- Wygramy. Musimy wygrać.
Wiedziałam, że w końcu przyjdzie czas na tą rozmowę, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo nie chcę, żeby się odbyła. Bo będę musiała go zawieść. Siadam więc na łóżku naprzeciw Nicholasa, spoglądam prosto w jego oczy i mówię:
- Nie, nie wygramy. Ty wygrasz. A przynajmniej mam taką nadzieję. I postaram się pomóc Ci, dopóki ktoś z nich mnie nie zabije. Lub dopóki moja niedołężność nie zrobi tego za mnie.
- Co Ty wygadujesz? - Odpowiada rozzłoszczony. - Nawet tak nie myśl. Nie możesz zginąć. Albo wracamy oboje, albo nie wraca żadne z nas.
Jego sprzeciw trochę utrudnia mi zadanie. Miałam nadzieję, że pójdzie gładko. Mam zamiar zacząć tłumaczyć mu, że to bez sensu, ale nagle drzwi się otwierają, a do pokoju wpada Tracy.
- Kochani, zaraz dojeżdżamy... Och na Miłość Boską! Dziecko, jak Ty wyglądasz! - Spogląda na mnie ze strachem w oczach. Jej podopieczna powinna za chwilę znaleźć się przed kamerami pięknie ubrana, z dopasowanym makijażem i ciekawą fryzurą. Jednym słowem powinna być ideałem. No cóż, ja nim nie jestem. Dlatego właśnie szybkim machnięciem ręki nakazuje wyjść Nicholasowi, a mi każe się natychmiast ubrać. Następnie nakłada na moją twarz makijaż i w zaskakująco szybkim tempie układa mi fryzurę. Efekt jest na prawdę zachwycający. Powinna raczej zostać stylistką w Kapitolu, a nie opiekunem trybutów z najgorszego dystryktu. Wyprowadza mnie na korytarz i kieruje w stronę reszty pasażerów, którzy są już idealnie ustawieni i w spokoju czekają, aż pociąg się zatrzyma. Staję obok Nicholasa i zaczynam przygryzać wargi, co spotyka się z oburzeniem Tracy. Staram się więc opanować, ale ani trochę mi to nie wychodzi, więc zaczynam trząść się jak galareta. Dopiero kiedy spoglądam na bruneta, zauważam, że kurczowo trzymam się jego ręki. Natychmiast ją puszczam.
- Nie, nie! Złap go za rękę. Jeśli kamery to uchwycą, to przy następnej okazji zwrócą na Was więcej uwagi. - Sprzeciwia się mężczyzna, który jest jednym ze zwycięzców. Kiedy tylko kończy, odzywa się kobieta stojąca obok niego. Zapewne również należy do tego wąskiego grona zwycięzców dwunastego dystryktu, lecz nie jestem pewna, nie zwracałam na nich zbytniej uwagi na dożynkach.
- Trybuci, którzy będą musieli zwrócić się przeciwko sobie, wychodzą z pociągu trzymając się za ręce. Doskonale! Może nawet uznają ich za kogoś więcej niż przyjaciół! - Wydaje się wniebowzięta.
- Przecież mówiliście, że może wygrać dwójka... - Zwracam się do nich zdziwiona, ale odpowiadają mi zanim kończę.
- Publiczność jeszcze o tym nie wie.
Z niechęcią spoglądam na rękę Nicholasa. Przecież to nie ma sensu. Czemu miałabym trzymać za rękę kogoś, kogo prawie w ogóle nie znam? Kapitol doskonale o tym wie, więc po co udawać? Moje rozmyślania przerywa jednak Nicholas, który zdecydowanym ruchem łapie mnie za rękę. W tym momencie drzwi się rozsuwają, moje oczy zostają oślepione przez blask fleszy, a w głowie zaczyna wirować od przekrzykujących się dziennikarzy, którzy chcą zadać nam pytania. Coś mi się wydaje, że nie pójdzie to tak łatwo, jak myślałam i nie będę mogła po prostu tu zginąć. Najpierw będą chcieli przerobić mnie na kolejny produkt Kapitolu, pozwolić mi zasmakować sławy, żebym potem mogła zginąć w męczarniach. Jeśli ktoś myśli, że Igrzyska zaczynają się dopiero na arenie, to grubo się myli. 'Panie i Panowie, XXV Głodowe Igrzyska uważam za otwarte'.
----------------------------------------------------------------------------------------
Nikt nie komentuje :c Zaczynam wątpić, czy zakładanie nowego bloga specjalnie dla FF było dobrym pomysłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz